Moje nowe biżuteryjne dziełka czekają na sesje fotograficzne, a ja tymczasem chciałam opowiedzieć o dwóch cudownych miejscach, do których boję się zaglądać ;-)
Dlaczego się boję? Bo nie mogę się powstrzymać i zostawiam tam więcej pieniędzy niż bym chciała, nie jest to porównywalne z zakupami około koralikowymi (całe szczęście!), ale i tak później miewam odczucie, że chyba przesadziłam...
Nie jest to też reklama tych sklepów, raczej chęć podzielenia się swoimi odczuciami, że czasem potrzebuję odskoczni, że bywam potwornie zmęczona, że czuję się nie tak jakbym chciała... że są miejsca, które dodają mi wówczas energii...
Każde hobby może dać chwile szczęścia, każde niestety kosztuje, ale wolę być tą wariatką co wydaje krocie na książki, koraliki, kwiatki, filmy, muzykę, fotografię i Bóg wie co tam jeszcze, niż siedzieć z pilotem przed telewizorem lub godzinami sterczeć przed blokiem i plotkować...
Stosy tkanin już są, następne w drodze - tym razem to mój mąż zaszalał - ale jak zwykle okazuje się, że zawsze czegoś w domu brakuje. Zrobiliśmy sobie rundkę po pasmanteriach, marne zaopatrzenie i drogo... ok, czyli będą zakupy przez internet. Ale po kalkę techniczną postanowiliśmy się udać do sklepu dla plastyków... w Katowicach polecamy Matejko (mają też sklep internetowy) - gdy tam wchodzimy cała nasza trójka dostaje oczopląsu i każdy chce coś dla siebie :-)
Mąż wyszedł z brystolem i kalką, dziecko z zestawami do wydrapywania i szkicownikiem, ja z farbami i kolejnymi pędzlami...
W Szał-Art przy okazji innych poszukiwań natknęłam się na niesamowite farby Pebeo Prisme Fantasy - praca z nimi jest fascynująca, zaskakująca i trochę nieprzewidywalna :-).
Aby już nie przynudzać, pokażę małe co nieco...
Konkrety będą niebawem - trochę rzeczy powstało dla szczególnych osób :-)
A to bardzo krótka zapowiedź pewnej serii - starałam się aby wzór choć trochę ułożył się tak jak ja chcę. Biorąc pod uwagę wcześniejsze próby, mogę śmiało powiedzieć, że trochę się udało ;-). Kto pracował z tymi farbami, wie o czym mówię (chętnie też posłucham rad) ;-)
W obu przypadkach użyłam po dwa kolory... i co sądzicie na temat efektu? Mam jeszcze dylemat czy akurat te medaliony zawiesić na zwykłych łańcuszkach czy zrobić naszyjniki z koralików...
Sezon truskawkowy można zamknąć dżemem w słoiku. Można też idąc wzorem wielu wykorzystać mało uroczy koszyczek. Niektórzy oddają sprzedawcy, inni wyrzucają, a ja pomalowałam i okleiłam.
To była wybitnie brzydka kobiałka, dałam jej jednak szansę ;-). Najpierw pomalowałam na biało, potem na jasny żółty, gdzieniegdzie dodałam pomarańczowego, brązu użyłam do postarzenia, serwetki były akurat w idealnym wzorze i kolorze. W koszyczku póki co zadomowiły się szczypiorek i pietruszka.
i jeszcze kolejna odsłona zmian na balkonie:
sobota, 21 czerwca 2014
środa, 4 czerwca 2014
Teardrops
Teardrops will fall
because of you
teardrops will fall
for only you.
I want you so
oh you'll never know
how much I need you.
Piękna piosenka, choć "suchar" jak mawia moja koleżanka ;-).
Pamiętacie? To Shakin Stevens - ależ dziewczyny się w nim kochały, a chłopcy uczyli się tak kręcić nóżką i bioderkiem ;-)
Moje kropelki smutne nie są, nie spadła ani jedna łza, co więcej wywołują u mnie uśmiech - bo powiem nieskromnie, że ta bransoletka bardzo mi się podoba!
Inspiracji było kilka: po pierwsze spora ilość koralików w kolorze ametystu, po drugie dysk kumihimo, który wreszcie zaczęłam intensywniej wykorzystywać (nie tylko do sznurków), a po trzecie bransoletka Amber Sunset, którą pięknie wyplotła Rebecca Ann Combs.
Ponieważ te krople są dość transparentne, nie chciałam żeby wypadły jak zwykłe szkiełka i dołożyłam odrobinę Fire Polish Silver 1/2, co dodało im trochę blasku. Końcówki stożkowate i zapięcie magnetyczne (moje ulubione).
Jestem pod urokiem tej bransoletki i już wiem, że do kompletu powstanie naszyjnik - nieodwołalnie!
Jestem pod urokiem tej bransoletki i już wiem, że do kompletu powstanie naszyjnik - nieodwołalnie!
A tak przy okazji zrobiłam szybką fotkę jaśminu - w ramach urodzin i dnia dziecka (u mnie to ten sam dzień) dostałam te śliczne i pachnące gałązki od niesamowicie miłego Rysia, który z własnego (mam nadzieję) ogródka wyciął i przywiózł wraz z "jajcarskim" prezentem, czyli zegarem w kształcie patelni z sadzonym jajkiem - a ponieważ działo się to w pracy, było trochę śmiechu :-).
Jaśmin zostawiłam w biurze, a co! niech pachnie i odurza współpracowników ;-)
Jaśmin zostawiłam w biurze, a co! niech pachnie i odurza współpracowników ;-)
(zdjęcie z telefonu)
a na koniec kawałek mojego balkonowego krzaczka truskawkowego - ależ słodkie i pyszne owoce!!!
niedziela, 25 maja 2014
Mandarynkowy deser + 6 m szczęścia ;-)
Po arbuzowym sorbecie, zwanym również Agatą w różowej sukience przyszła pora na... mandarynki.
W moim rodzinnym domu kolor pomarańczowy miał zakaz wstępu, moja Mama nie tolerowała niczego co było w tym kolorze - taki uraz z dzieciństwa ;-). Ja z kolei, nadrabiam te zaległości we wszystkich dodatkach - uważam, że pomarańczowy ma mnóstwo energii i ciepła słonecznego, a przede wszystkim rozwesela!
Nie będę się dzisiaj rozpisywać, powiem tylko, że góra wykonanych prac czeka na swoją prezentację, a może wreszcie będzie mi łatwiej robić zdjęcia (bo jest gdzie!) - mój balkonik doczekał się remontu, już zamieszkały na nim kwiaty i zioła, jeszcze jest sporo miejsca na następne i to mnie najbardziej cieszy :-). Jutro zabieram się za szlifowanie stolika i krzesełek, a potem pora na ich malowanie :-)
A zatem t a d a a m! Prezentacja mariażu kumihimo i makramy!
Z tycjanowego sznurka do sutaszu zrobiłam plecioną bransoletkę przy pomocy dysku kumihimo, aby nie było nudno, dorobiłam kawałek shamballi z cyrkoniami. Końcówki i zapięcie z serduchami.
A teraz moje sześć metrów szczęścia w pierwszej odsłonie :-). Jeszcze czeka mnie trochę pracy, ale już jestem szczęśliwa- balkon to też czego mi brakowało, taka namiastka własnego ogródka.
Pelargonie z kocanką i euphorbią, stokrotka afrykańska z pięknymi rozwijającymi się w słońcu kwiatkami, których nazwy nie pamiętam.... bluszcz, gipsówka, truskawki, mięta, bazylia, szczypiorek, pietruszka, rozmaryn, fasolka...
W moim rodzinnym domu kolor pomarańczowy miał zakaz wstępu, moja Mama nie tolerowała niczego co było w tym kolorze - taki uraz z dzieciństwa ;-). Ja z kolei, nadrabiam te zaległości we wszystkich dodatkach - uważam, że pomarańczowy ma mnóstwo energii i ciepła słonecznego, a przede wszystkim rozwesela!
Nie będę się dzisiaj rozpisywać, powiem tylko, że góra wykonanych prac czeka na swoją prezentację, a może wreszcie będzie mi łatwiej robić zdjęcia (bo jest gdzie!) - mój balkonik doczekał się remontu, już zamieszkały na nim kwiaty i zioła, jeszcze jest sporo miejsca na następne i to mnie najbardziej cieszy :-). Jutro zabieram się za szlifowanie stolika i krzesełek, a potem pora na ich malowanie :-)
A zatem t a d a a m! Prezentacja mariażu kumihimo i makramy!
Z tycjanowego sznurka do sutaszu zrobiłam plecioną bransoletkę przy pomocy dysku kumihimo, aby nie było nudno, dorobiłam kawałek shamballi z cyrkoniami. Końcówki i zapięcie z serduchami.
A teraz moje sześć metrów szczęścia w pierwszej odsłonie :-). Jeszcze czeka mnie trochę pracy, ale już jestem szczęśliwa- balkon to też czego mi brakowało, taka namiastka własnego ogródka.
Pelargonie z kocanką i euphorbią, stokrotka afrykańska z pięknymi rozwijającymi się w słońcu kwiatkami, których nazwy nie pamiętam.... bluszcz, gipsówka, truskawki, mięta, bazylia, szczypiorek, pietruszka, rozmaryn, fasolka...
niedziela, 4 maja 2014
Agata w różowej sukience :-)
Jej starsza siostra ubrała się w niebieskie agaty pasiaste, szybko się spakowała i bez zbędnych pożegnań i sweet foci ruszyła w świat... Mam nadzieję, że jej dobrze w (a raczej na) nowych rękach.
Z pewnej tęsknoty, a może z powodu majówkowej pogody zawitała do mnie młodsza siostra poprzedniej bransoletki. Przebierała w kamykach i przebierała, w końcu postawiła na róże i tak przybrana w agat trawiony i kwarc różowy i szkiełka niemal spoczęła na laurach...
Ale ja wiedząc, że ważki przynoszą szczęście dołączyłam ją do grona jako amulet, a zaraz potem wypatrzyłam motylka... a że wkładam serce w to co robię to i handmadowe serducho przemyciłam...
Z pewnej tęsknoty, a może z powodu majówkowej pogody zawitała do mnie młodsza siostra poprzedniej bransoletki. Przebierała w kamykach i przebierała, w końcu postawiła na róże i tak przybrana w agat trawiony i kwarc różowy i szkiełka niemal spoczęła na laurach...
Ale ja wiedząc, że ważki przynoszą szczęście dołączyłam ją do grona jako amulet, a zaraz potem wypatrzyłam motylka... a że wkładam serce w to co robię to i handmadowe serducho przemyciłam...
niedziela, 13 kwietnia 2014
Jajka wielkanocne ze wstążki (karczoch)
Święta Wielkanocne coraz bliżej. Już od dłuższego czasu na wielu blogach, stronach, w telewizji, czasopismach i wszelkich innych mediach widać to coraz wyraźniej. Prawdę mówiąc dopiero w piątek, wracając ze szkolenia pod Kielcami, uświadomiłam sobie pijąc kawę w barze na stacji, że mnie czas umyka przez palce... Rozglądając się dookoła zauważyłam mnóstwo ciekawych ozdób wykonanych różnymi technikami. I pomyśleć sobie, że w takim zwykłym barze, gdzie ludzie zwykle wstępują na kawę lub danie z frytkami, ktoś jednak dba o nastrój i wystrój :-).
Mój nastrój ostatnio bywał różny, zaczęło się od pękniętego kaloryfera, potem mój komputer uległ totalnej destrukcji zgnieciony fotelem samochodu - pamiętajcie nie przewoźcie laptopów za siedzeniem, włóżcie torbę do bagażnika! Następnie mój samochód został potraktowany od tyłu przez całkiem sympatycznego mężczyznę, cóż on odjechał, a moje autko odstawiono na dwa tygodnie do warsztatu... plus, że pojeździłam innymi "wypasionymi", aż żal się było rozstawać ;-). Pamiętajcie, że warto mieć dobre ubezpieczenie!
A żeby było tego mało, włamano się nam do domu... jeszcze przed świętami czekają nas nieprzewidziane porządki i odbiór rzeczy z policji. Zaoszczędzę czas na oknach w mieszkaniu - właśnie ocieplają blok, więc mycie a nawet otwarcie okna jest niewykonalne :-)
Mimo, że ostatnio mam trochę pod górkę,to jednak uległam świątecznemu nastrojowi i zrobiłam kilka jajeczek.
Postawiłam na jajka ze wstążki metodą na karczocha.
Mój nastrój ostatnio bywał różny, zaczęło się od pękniętego kaloryfera, potem mój komputer uległ totalnej destrukcji zgnieciony fotelem samochodu - pamiętajcie nie przewoźcie laptopów za siedzeniem, włóżcie torbę do bagażnika! Następnie mój samochód został potraktowany od tyłu przez całkiem sympatycznego mężczyznę, cóż on odjechał, a moje autko odstawiono na dwa tygodnie do warsztatu... plus, że pojeździłam innymi "wypasionymi", aż żal się było rozstawać ;-). Pamiętajcie, że warto mieć dobre ubezpieczenie!
A żeby było tego mało, włamano się nam do domu... jeszcze przed świętami czekają nas nieprzewidziane porządki i odbiór rzeczy z policji. Zaoszczędzę czas na oknach w mieszkaniu - właśnie ocieplają blok, więc mycie a nawet otwarcie okna jest niewykonalne :-)
Mimo, że ostatnio mam trochę pod górkę,to jednak uległam świątecznemu nastrojowi i zrobiłam kilka jajeczek.
Postawiłam na jajka ze wstążki metodą na karczocha.
sobota, 22 marca 2014
Hoooked Koszyczek
Po dłuższej przerwie chciałam pokazać coś innego, ale wpadła mi w ręce włóczka Hoooked Zpagetti i tak oto powstał taki obrazek, który ubrałam w ramkę :-)
Grubym bambusowym szydełkiem wyplotłam biały koszyczek, ale najbardziej jestem dumna z z wszytej ręcznie podszewki z materiałów, które miały inne przeznaczenie ale aż się prosiły by wypełnić ten koszyczek. Z koszyczka próbuje uciec bransoletka utkana na krośnie - jeszcze nie doczekała się swojego postu, ale kto wie, może niebawem...
sobota, 1 lutego 2014
Słodka makrama i Sharonki
W ostatnim czasie spotkało mnie trochę przyjemności.
Między innymi wygrałam Candy u Ani i dzięki temu stałam się szczęśliwą posiadaczką sprytnego narzędzia czyli makramowej deseczki, którą bardzo, ale to bardzo chciałam mieć :-)
Do tej pory moje makramy to były niezłe akrobacje w powietrzu, tym bardziej że nie przytwierdzałam sznurków do niczego, choć próbowałam używać plastrów i małego imadełka (!) ale to mi tylko bardziej przeszkadzało...
Zatem zobaczcie jakie cudo dostałam wraz z zestawem sznurków, koralikami i zawieszkami.
Ponieważ aż mnie korciło, żeby wypróbować deseczkę, tego samego wieczoru zrobiłam pierwsze dwie bransoletki (trochę jesienne), a następnego dnia zrobiłam zieloną schamballę i czerwoną delikatną bransoletkę splotem festonowym.
To bardzo proste wzory i szybkie w wykonaniu i całe szczęście, bo aktualnie mam zdecydowanie mniej czasu - przez kilka tygodni skupiam się na innym zadaniu.
Jeśli ktokolwiek ma ochotę zaprzyjaźnić się z makramą odsyłam na blog Ani:
www.kreatywnaprzyjemnosc.pl
www.kreatywnaprzyjemnosc.pl
Oprócz szybkich makramek niemal same się zrobiły Sharonki, czyli bransoletki z kamieni w połączeniu z koralikami szklanymi i przekładkami. Najlepiej robić je na gumce, ale z powodzeniem można użyć linki jubilerskiej czy żyłki.
Normalnie można by rzec, nie ma się czym chwalić, ale nie o to chodzi. Za mną chodziły już długo, bo bardzo chciałam mieć takie, które można nosić po kilka sztuk i można je łączyć również z innymi. Proste, ale urocze.
Normalnie można by rzec, nie ma się czym chwalić, ale nie o to chodzi. Za mną chodziły już długo, bo bardzo chciałam mieć takie, które można nosić po kilka sztuk i można je łączyć również z innymi. Proste, ale urocze.
Zatem dzisiaj w ilościach hurtowych prezentacja bransoletek łatwych, szybkich i... ładnych?
na pierwszy rzut bransoletki typu shamballa w jesiennych kolorach, dobrze wyglądają razem:
a to wspaniały zestaw z deseczką makramową w roli głównej - super narzędzie!
to drobne cudeńko, które mnie zachwyca prostotą i delikatnością, wykończone howlitem:
zielona shamballa z cyrkoniami, urocza, świecąca, w sam raz na każdą okazję:
zestaw Sharonek: Noc Kairu z przekładkami ze srebra, fluoryt z kwarcem mszystym, biały nefryt z krystalicznym FirePolish
zestaw Sharonek: Noc Kairu z przekładkami ze srebra, Noc Kairu z Fire Polish, biały nefryt z Fire Polish
zestaw Sharonek: biały nefryt z Fire Polish, agat mszysty z Fire Polish, shamballa z cyrkoniami
Sharon z fluorytu i kwarcu mszystego z kolczykami w komplecie:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































