sobota, 29 listopada 2014

Stroik wg kursu Danutki

Witajcie Kochane Dziewczyny!


Na początku witam moje nowe obserwatorki! Rozgośćcie się na dobre :-)

Przy tej okazji mała prywata - Wiki witam Cię oficjalnie i cieszę się, że dołączyłaś nie tylko do mnie, ale do blogowego świata najzdolniejszych kobiet pod słońcem! 
Wiki to utalentowana dziewczyna, pomóżmy jej wyjść na szerokie wody! Sama wiem, jakie początki mogą być trudne w blogowym świecie, więc wspierajmy "nowe" osoby! Na resztę już muszą zapracować sobie same :-)

Nasza Kochana Danutka zanim nas opuściła z powodów zdrowotnych zostawiła nas z kursikiem na swoje superowe stroiki :-)
Miałam to szczęście, że roleczki gromadziłam już wcześniej, bo zamierzałam je wykorzystać do kwiatków, ale jak pokazał się kursik  na stroiki od razu wzięłam się do dzieła.
Nie, żeby było łatwo, bo nie miałam odpowiedniej farby. Najpierw się okazało, że moja złota farbka nie chce się trzymać kleju, więc pierwsza warstwa były biała. Potem pomalowałam złotą ciemniejszą, nie podobało mi się, więc przemalowałam na jaśniejszą. 
A potem to już mnie poniosło. Mój świecznik poszedł w górę niczym tort trzypiętrowy.
Szyszki, żołędzie, róże cedrowe, cynamon i anyż, trochę jutowej siatki w kolorze zielonym i delikatna wstążka zielono-złota.
Nie jest tak pięknie i równiutko jak sama bym oczekiwała, ale podoba mi się. I jak pachnie!!!
 Popatrzcie i oceńcie.  

Nie będę się dzisiaj rozpisywać, więc od razu przechodzę do zdjęć:







Marta, a karteczkę dedykuję Tobie :-)
Wygrzebałaś fajną inspirację, to sobie zmalowałam choinkę.
Błyszczy się jak diabli, więc fotki są jakie są:




Jutro Andrzejki - wszystkim Andrzejom życzę wszystkiego co najlepsze, a pozostałym miłej zabawy. Nawet jak siedzicie w domu to bawcie się dobrze!

Pozdrawiam serdecznie :-)

Dziękuję za każdy komentarz, bo każdy dodaje skrzydeł  (to lepsze niż Red Bull) :-)



wtorek, 25 listopada 2014

Pierwszy raz

Witajcie Moje Drogie!

Serdecznie witam nowe obserwatorki, cieszę się, że moje grono się powiększa. Zachęcam do częstych odwiedzin.

W ostatnim poście miałam okazję pokazać Wam mój sposób na robienie zdjęć. Niestety, znów jestem w tym samym punkcie co jeszcze w zeszłym tygodniu, czyli znowu mam jedną lampkę... Trzeba mieć niezwykły talent, żeby ponownie stłuc żarówkę... Prawdę mówiąc wystraszyłam się, bo te energooszczędne żarówki wcale nie są takie bezpieczne dla zdrowia... Nie kupię nowej w najbliższym czasie, a przynajmniej do momentu kiedy wreszcie nie będę miała swojego miejsca... 

Dzisiaj pokażę Wam bardzo prostą pracę, którą można wykonać w ekspresowym tempie, a na pewno przyda się w okresie świątecznym. Pierwszy raz robiłam decoupage na tkaninie. Zainspirowałam się pracami, które zobaczyłam na blogu stonogi.blogspot.com

Woreczek, motyw z serwetki, klej do tkanin, stempelek z tuszem wodoodpornym - to wszystko co jest potrzebne do wykonania. Dodałam do kleju trochę pyłu anielskiego, dzięki czemu motyw ładnie się błyszczy. Jestem zadowolona, kolejne woreczki powstaną na pewno. Was również zachęcam - to piękne opakowanie prezentowego drobiazgu.





Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i Waszą obecność!
Buziaki dla wszystkich!

niedziela, 23 listopada 2014

W domowych ciemnościach na "leniwca" ;-)

Witajcie Moje Drogie!

Kiedy Danutka ogłosiła kolejną zabawę na najbardziej odjechane miejsce do fotografowania od razu wiedziałam, że ja takiego nie mam... Ale przynajmniej pokażę jak sobie radzę...

W dodatku pomysł z drabiną wydał mi się już nad wyraz odjechany. Z kolei Anulka rozłożyła mnie na łopatki wykorzystaniem kuchenki i okapu. A Allienor za to mocno mnie zmotywowała. Dlaczego? Za chwilę wytłumaczę.
Pewnie już kiedyś wspominałam, że fotografią (amatorsko rzecz jasna) zajmuję się od wielu lat, ale najlepsze zdjęcia robiłam aparatami analogowymi, gdzie wszystko musiałam ustawiać sama :-). Kiedy przyszła era cyfrówek, to owszem robiłam tych zdjęć jeszcze więcej, ale wcale nie lepszych. W dodatku te wszystkie wbudowane funkcje powodują rozleniwienie, a jak się jest w ciągłym pędzie to okazuje się, że i tak często wykorzystuje się programy typu automat.

Prawdę mówiąc lubię fotografować w plenerze - krajobrazy, zabytki i roślinki. Nie lubię portretów, słabo radzę sobie we wnętrzach, a fotografia produktowa jest bardzo wymagająca. Wszystko co jest z metalu, szkła, błyszczy się i ma "trudne" kolory może być sporym utrapieniem.

Niektórzy radzą sobie namiotem bezcieniowym. I to jest rozwiązanie najlepsze, pod warunkiem, że ma się odpowiednie oświetlenie. I tu powoli dochodzę do sedna sprawy. Mam taki fajny zestaw, spory namiot z różnymi tłami, dwoma żarówami na statywach i podkładkami akrylowymi.
Dość szybko stłukłam jedną żarówę, i chyba już od roku korzystałam tylko z jednej. Nie mam stałego swojego kąta, dlatego rozwiązanie z namiotem wymaga ode mnie większej ilości czasu, szłam na łatwiznę, robiąc zdjęcia gdziekolwiek i wkurzając się, że ciągle coś nie tak...
I w końcu zamówiłam tą drugą żarówkę! Przyszła następnego dnia! Magda, dzięki Tobie się zmobilizowałam :-)


Zatem pokażę Wam moje pospieszne atelier, które w żaden sposób nie jest nadzwyczajne, odjechane, ale oszczędza mój czas. Być może innym razem pokażę Wam różnicę pomiędzy zdjęciami w namiocie a na fotelu :-).
Tu już wreszcie korzystałam wreszcie z dwóch żarówek 85W o barwie światła 5500k - pamiętajcie, to barwa która najlepiej oddaje światło dzienne.
Na fotelu rozłożyłam prześcieradło, czasem korzystam z brystolu formatu A3 - dlaczego? Bo jak wzięłabym kartkę A4 to najprawdopodobniej tło zamiast białe byłoby w odcieniu najbardziej zbliżonym do otoczenia, np. do koloru ściany czy podłogi, albo w moim przypadku fotela.
Nie udało mi się pozbyć całkowicie cieni, ale tu musiałabym mieć dodatkowe lampy. W namiocie tego problemu nie ma.

Tak wygląda moje atelier "na leniwca":



A tu już czerwony przedmiot, czyli wykonana przeze mnie bransoletka z czerwonego rzemienia z naturalnej skóry z metalowymi przekładkami.
Moim zdaniem kolor wyszedł bardzo dobrze!


Nie jestem tu żadnym autorytetem, wiele z Was robi bardzo dobre zdjęcia, a dla tych które sobie nie radzą, a chciałyby nawet przy użyciu najprostszego aparatu odsyłam do mojej blogowej koleżanki Kasi, znanej jako Caterina.
Kasia robi zdjęcia doskonałe, a w dodatku przygotowała poradnik "Jak fotografować biżuterię". Zapewniam, że porady te są przydatne nie tylko w przypadku biżuterii.
Polecam gorąco,
a Ciebie Kasiu serdecznie pozdrawiam :-)

Danusiu, bardzo dziękuję za ten pomysł - oprócz ubawu po pachy możemy podzielić się bardzo przydatnymi pomysłami i poradami!


Buziaki dla wszystkich!
Z całego serca dziękuję za Wasze komentarze!




sobota, 22 listopada 2014

El Dorado

Witajcie Kochani!
Czy przyszło Wam do głowy rzucić wszystko w cholerę i udać się na poszukiwania legendarnej krainy El Dorado? Konkwistadorzy kiedyś wpadli na taki pomysł, bo się dowiedzieli że tam indiańscy wodzowie w ramach rytuału są oblepiani złotem, po czym złotko to zmywa się w jeziorze... hmm, przy takiej rozrzutności to wydawać by się mogło że tego kruszcu musiało być pod dostatkiem.
Danutka wymyśliła nam przyjemniejszy i prostszy sposób pławienia się w złocie :-).
Możemy napawać swoje oczy pracami innych, tworzyć swoje własne dzieła, czerpać inspiracje i zachłystywać się blaskiem.
No żeby jeszcze ten kolor był łatwy w fotografowaniu, to byłaby pełnia szczęścia!
Nie powiem, żeby złotko na listopad mnie uszczęśliwiło, bo nastawiłam się na grudzień i miałam nawet pewien plan. Ale jak ukazały się warunki zabawy to i tak wiedziałam, że mój plan wziąłby w łeb. Nie przewidziałam, bo tego się nie da!, że będą takie, a nie inne warianty.
Chciałam zrobić biżuterię, ale jak pomyślałam o wieczornym nawlekaniu sekwencji koralików bez pomyłki to sobie odpuściłam i wyjęłam kawę.
Kawa była przeterminowana, więc była w sam raz!
Pachniała nad wyraz dobrze.

A jak wyglądała praca nad moim złotkiem?
Wzięłam farby (tak, znowu Pebeo Prisme) w dwóch odcieniach złota. Położyłam pierwszą warstwę, schnięcie, druga warstwa, schnięcie, i tak jeszcze kilka razy. Dziecko przyszło, popatrzyło "ale to brzydkie"
... szczere do bólu...
Nie poddałam się. Przez kilka dni walczyłam z łazienką (wymiana pionów i sprzątanie), więc miałam czas na przemyślenia.
Wzięłam kawę i brokatowy złoty klej. Po chwili kawa nurzała się w kleju na gorąco. Na styku dwóch stron również położyłam grubą warstwę kleju. Zrobiłam esy floresy na kawie i całość pokryłam złotym proszkiem, po czym lekko polakierowałam.
I byłaby to całkiem złota praca gdyby nie to, że z przodu nakleiłam jeszcze choineczkę, która była z domieszką białego i dołożyłam "kokardkę" którą zrobiłam z biało-złotej siateczki.
Zawieszka też w bieli, a zatem wariant drugi.
Mam nadzieję, że Złota Kobieta zaakceptuje moją wersję, a żaba łyknie...
Ja w każdym bądź razie, będę miała ozdobę.
A wracając do rytuału. Podczas tworzenia tej pracy oblepiałam się złotem aż miło! Nawet udało mi się z siebie to zmyć i zeskrobać. Ale ze mnie prędzej szamanka niż wódz...
To już może pora by pokazać co tam zdziałałam.
Mam dla Was serducho!


Aniołek bardzo dobrze sprawdził się w roli ekspozytora:

Z drugiej strony serce wygląda tak:




Dziękuję za Waszą obecność i każdy komentarz!
Nawet jak nie dojedziemy do setki, to i tak zabawa jest przednia!
Buziaki :-)

I wreszcie po uporaniu się z niektórymi sprawami
pędzę do Was nadrabiać wszelkie zaległości!


I znowu update, bo skleroza mnie dopada :-). Złotko lubię w ozdobach świątecznych, w ramach obrazów, muzeach i w kościele. Biżuteria mi taka nie pasuje, a ciuchów w życiu bym nie założyła w złocie :-)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wyróżnienie Creative Blog Tour

Witajcie Kochani!
Nie wiem za co, ale też mi się dostało :-)
Jak lawina z gór spłynęły na mnie wyróżnienia w ostatnim czasie. Długo na to pracowałam i wierzę, że wyróżniacie mnie bo podoba wam się to co robię, a nie w drodze losowania :-)
Z jednej strony to niezmiernie miłe i budujące, a z drugiej bardzo zajmujące i przysparzające dylematów... swoją drogą łatwiej wybrać mi 3 osoby niż jedenaście :-)

Tym razem dostałam zaproszenie do Creative Blog Tour od Ewy Jurewicz prowadzącej bloga http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com

1.jpg

Ewę miałam przyjemność poznać bodajże w lipcu tego roku przy okazji zabawy w Cykliczne Kolorki. Doświadczyłyście miłości od pierwszego wejrzenia? Ja doświadczyłam wchodząc na bloga Ewy... jej karteczki nieodmiennie mnie zachwycają, potrafię się wpatrywać w każdy szczegół, powiększać, i znowu się wpatrywać... A że miałam okazję zobaczyć i podotykać trzy karteczki na żywo, to uwierzcie mój zachwyt jest w pełni uzasadniony.
Prace Ewy są wykonane perfekcyjnie, z klasą, elegancją i pomysłowością, a Ona sama jest wspaniałą i ciepłą osobą!
Jedną z ostatnich prac jest cudowna kartka z okazji 30 urodzin syna - perkusisty :-).
http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com/2014/11/urodziny-perkusisty.html
A tu odlotowa butelka decu:
http://ogrod-cardmaking-pasje.blogspot.com/search/label/Decoupage

Ewa potrafi również wyplatać koszyczki z papierowej wikliny, tej umiejętności bardzo jej  zazdroszczę i chętnie udałabym się do niej na nauki :-)
U Ewy można znaleźć również bardzo przydatne informacje i kursiki, np. jak ozdobić kwiaty - gorąco polecam!:



Ewunia ma jeszcze jedną pasję, w której cudownie się realizuje i opisuje na swoim drugim blogu:
http://ogrodnanadbrzeznej.blogspot.com/
Kochana Moja!  bardzo Ci dziękuję za wyróżnienie mojej skromnej osoby :-)


A teraz moja kolej na nominacje.
Do zabawy zaprosiłam trzy osoby, jedna niestety nie odpowiedziała, ale gdy to jednak zrobi nie omieszkam o niej napisać przy najbliższej okazji.
Pierwszą wyróżnioną przeze mnie osobą jest Joasia znana w biżuteryjnym świecie jako Blufairy i prowadząca blog http://bluefairy-art.blogspot.com/
bluefairy.art@gmail.com
Asię znam niemal od początku prowadzenia przeze mnie bloga. Była jedną z tych pierwszych osób, które do mnie zaglądały, zaglądają i zostawiają parę miłych słówek,  za co jestem bardzo wdzięczna.
Asia, nie krzycz, ale zacytuję "zadziwiają wszelkie wyróżnienia, bo sama jestem bardzo krytyczna w stosunku do siebie samej i pewnie sama bym sobie nie dała żadnego wyróżnienia".
Nie wiem skąd tyle samokrytyki, ale Asia prowadzi świetnego bloga z olbrzymią dawką rewelacyjnego poczucia humoru. Każdy post to prezentacja genialnej pracy, okraszona odpowiednią opowieścią i bardzo dobrej jakości zdjęciami.
Mam wrażenie, że dla niej nie ma rzeczy niemożliwych - jeśli trzeba zrobi "Zebrę na Wypasie" albo kameleona:
http://bluefairy-art.blogspot.com/2014/09/karma-chameleon-bransoletka.html
Asia, to prawdziwa mistrzyni form koralikowych i super specjalistka od broszek. Sama jestem szczęśliwą nosicielką Boskiej Leśnej:
Niewtajemniczonym zdradzę pewną tajemnicę :-).
Jeśli, należysz do tych osób, które chciałyby a boją się, to na blogu Bluefairy znajdziecie kompendium wiedzy, m.in. tutoriale i poradniki własnego autorstwa oraz te wyszukane w sieci, a przydatne bardzo! Polecam również poradnik
"jak dbać o biżuterię z koralików seed beads".
Asiu, dziękuję że przyjęłaś zaproszenie :-)


Kolejną osobą zaproszoną do zabawy była Marta Borowska z bloga http://inspiracjemarty.blogspot.com/
210649_471341186217821_1301803327_o.jpg
Tu  wyszło dość zabawnie, bo na moją prośbę Marta odpisała, że właśnie zamierzała zrobić to samo :-). Cóż, jakoś sobie poradzimy z tym faktem :-)
Martę znam od niedawna, ale tak jak jej napisałam - nie na darmo jej blog ma w nazwie słówko "inspiracje".
Zauważyłam, że Marta lubi pisać co myśli, chętnie doradza i dzieli się swoją wiedzą, a w dodatku wykonuje bardzo kreatywne i inspirujące prace!
Mało tego! Czy zauważyliście, że od lutego tego roku Marta zamieściła ponad 240 postów?! Szalona kobieta, ale widać że pomysłów ma tysiące!!! I warto do niej zaglądać!
Można znaleźć np. takie ładne karteczki:
http://inspiracjemarty.blogspot.com/search/label/Urodziny      
albo fantastyczny exploding box z domkami:
Jest też trochę porad i kursików m.in. jak zrobić takie cudne kwiatki (już mnie od dawna korci by spróbować):
http://inspiracjemarty.blogspot.com/2014/09/gwiazda-betlejemskapoinsecja.html


A jak ktoś chce wiedzieć jaką maszynkę kupić do wykrojników to znajdziecie tu świetną recenzję.

Martunia, jesteś super dziewczyna! Dziękuję Ci za przyjęcie zaproszenia :-)


Muszę przyznać, że ten post pisałam z ogromną przyjemnością. Faktycznie zabawa w Creative Blog Tour różni się od innych wyróżnień. 


Zamieszczone zdjęcia są autorstwa prezentowanych tu wyróżnionych osób i są ich własnością! Oczywiście otrzymałam zgodę na "wypożyczenie" zdjęć na potrzeby tego posta.

Kochane, jeszcze raz dziękuję z całego serca!


A na koniec chciałabym Wam pokazać naszyjnik, który nigdy nie doczekał się odrębnego posta, chociaż został zrobiony jakieś półtora roku temu.
Wykonałam go na podstawie wzoru w magazynie Beadwork, projektantką jest Maria Teresa Moran.



Dziękuję za każde pozostawione słówko komentarza!
Serdecznie pozdrawiam :-)


I jeszcze mały update, bo zapomniałam o dość ważnej sprawie jaką są odpowiedzi na zasadnicze pytania :-)
Macie dzisiaj super-tasiemcowego posta:-)

1. Nad czym obecnie pracuję?
Oczywiście jest to złota praca na Kolorki u Danutki. Poza tym dążę  do doskonałej wersji kolczyków :-).Dużym i zajmującym zadaniem  jest SAL z domkami. Jest kilka zaczętych prac biżuteryjnych z koralików. A jeszcze chcę zdążyć z ozdobami świątecznymi.
Poza tym stale pracuję nad sobą i dzieckiem, mężowi już nic nie pomoże ;-)
2. Czym moja praca różni się od innych?
Nie wiem! Zwyczajnie! Mogę jedynie przypuszczać, że należę do mniejszości stosującej tak różne techniki, i do nielicznych którzy wykorzystują farby Pebeo Fantasy do biżuterii... Nie wiem... sądzę, że to najlepiej potrafią ocenić obserwujący mojego bloga.
3. Dlaczego tworzę i piszę bloga?
A to już łatwe pytanie :-). Zawsze coś robiłam od najmłodszych lat. Przez większą część życia robiłam  to tylko dla własnej i szuflady przyjemności, łącznie z pisaniem wierszy. Jedyną rzeczą, którą się chwaliłam był zdjęcia. Kilka lat temu zdobyłam nagrodę w konkursie literackim, bo odważyłam się sprostać wyzwaniu i to był pierwszy impuls.
Jakiś czas temu koleżanka zakupiła czarną bransoletkę z koralików Toho, zapłaciła sporo, a mnie się zapaliła lampka - przecież ja to potrafię (drugi impuls)! Zrobiłam jedną rzecz, potem kolejną... Chcąc poznać inne możliwości zrobiłam tour po blogach, zapoznałam się z nazewnictwem, technikami i zaczęłam działać.  Moim guru w kwestii biżuterii szydełkowo-koralikowwej okazała się najpierw Weraph, a zaraz potem Joanna Młodkowska-Brach, znana jako Tauriel-DesignAby nie błądzić, kupiłam kilka wzorów, wykonałam i wysłałam zdjęcia swoich prac do Tauriel. W którymś momencie zapytała czy mam swojego bloga, aby mogła dać odnośnik - i to mnie wreszcie zmotywowało!
Mam bloga i niezmierną przyjemność w jego prowadzeniu! Początki były trudne, nie wiedziałam co i jak pisać, jak poruszać się w tym świecie. Miałam chwile zwątpienia. A teraz nie zamieniłabym tego na nic innego.
Kocham blogować i to co robię! Żałuję tylko, że doba jest za krótka!

wtorek, 11 listopada 2014

SAL z domkami - odsłona 1 i 3/4 :-)

Witajcie Kochani :-)

Na początku bardzo dziękuję za tyle ciepłych komentarzy pod moim wspomnieniowym postem. Sądziłam, że ten tekst piszę bardziej dla siebie, a tu się okazało, że przywołałam i u Was pewne wspomnienia. To było naprawdę bardzo miłe... kocham Was!

Zupełnie nieoczekiwanie zrobiłam sobie bardzo długi weekend - od wtorku przebywam na L4, ja największa twardzielka padłam wreszcie, widać każdy organizm ma swoje granice, a ja je naciągałam od września...
A w dodatku moje dziecko zafundowało nam tydzień bez internetu, cierpimy wszyscy wspólnie ponosząc karę ;-)

Wędrując po blogach można napotkać na różnego rodzaju zabawy. Candy akurat należy do moich najmniej ulubionych, ale wszelkie inne i mniej typowe dla mnie zabawy potrafią mnie mocno zainteresować :-).
Jak się dobrze przyjrzeć to jeszcze pół roku temu częstowałam głównie biżuterią, a potem przypomniało mi się, że potrafię i inne rzeczy, a jeszcze paru jestem gotowa się nauczyć. Zdarzyło się nawet, że poczyniłam pierwszą "dorosłą" karteczkę.
Śledząc łańcuszek powiązań, to zdaje się, że od Czarnej Damy trafiłam na Elunię. Elunia zachęciła mnie do wspólnego haftowania, więc zgłosiłam się do Małgosi z bloga http://gosiazoltek.blogspot.com/ i poprosiłam grzecznie o wzór :-)

Największy problem sprawiły mi nici, bo mam w domu pod dostatkiem Ariadny i to jeszcze ze starą numeracją, a wzór był na DMC. Kombinowałam, próbowałam dobrać kolory według własnego widzimisię, z DMC na Ariadnę po nazwie, po nowych numerach, sprawdzałam tabele stare-nowe, w końcu dałam sobie spokój...  Zamówiłam DMC, postanowiłam zrobić pojedynczą nitką, jedynie tam gdzie śnieg podwójną żeby dać lekki efekt 3D :-)

Chciałam jeszcze powiedzieć, że na początku oczywiście nie wiedziałam co to SAL, ale zanim się zgłosiłam do zabawy, to w miarę zgłębiłam temat. Jeśli ktoś nie wie, to powiem w skrócie - jest to wspólne haftowanie tego samego wzoru. Oczywiście SAL ma swój początek i koniec w datach. Każdy haftuje w swoim tempie, najlepiej co tydzień chwali się postępem prac, a na koniec wyznaczonej daty prezentuje swoje dzieło w całości.
Przy tej okazji można jeszcze zrobić sobie słoiczek TUSALowy, do którego wkładamy resztki nitek które zostają podczas pracy. 
Jeśli coś pomyliłam lub pominęłam proszę o uwagi w komentarzach, to poprawię lub dopiszę.

Zgodnie z dokumentacją projektową, po dokonaniu przedmiarów
 i dopasowania kosztorysu do budżetu, ja kierownik budowy (z wszelkimi uprawnieniami do budowy domów) ogłaszam że mam
1 etap za sobą.
Możecie mnie rozliczyć z tej roboty i ocenić ;-)
Ale pamiętajcie, że do obioru końcowego jeszcze daleko!

odsłona 1 - tak wyglądał obrazek jeszcze dzisiaj rano:

a tak wygląda po południu:

A, i jeszcze muszę się pochwalić!
Ostatnio mam niezwykłą przyjemność otrzymywać wyróżnienia. Tym razem postanowiła mnie docenić Ania Parszewska z bloga decupogodzinach.blogspot.com
Aniu serdecznie dziękuję!


Odpowiem na Twoje pytania, ale nie przekażę nominacji dalej. Poprzednie nominacje były dla mnie bardzo trudne, nie jestem gotowa by się podjąć tego zadania ponownie, tym bardziej że za chwilę czeka mnie jeszcze trudniejsze zadanie...


1. Twój ulubiony kolor i dlaczego?Nieodmiennie czarny. Dobrze mi w tym kolorze, świetnie się w nim czuję. Poza tym czarny jest doskonałą bazą do wszelkich dodatków. Czarny jednak lubię tylko na sobie, we wnętrzu nie.
2. Twoja największa zaleta?
Chyba jednak cierpliwość, gdyby nie ona już dawno wszystko rzuciłabym w diabły...
3. Twoja największa wada?
Może bałaganiarstwo? Choć zawsze wiem co gdzie leży lub gdzie należy szukać...
4. Ulubiona pora dnia i dlaczego?
Dla mnie każda pora dnia jest odpowiednia, pod warunkiem, że należy ona wyłącznie dla mnie, nikt mi nie przeszkadza lub mogę robić to na co mam ochotę.
5. Film w kinie czy na kanapie w domu?
Zdecydowanie w domu, bo obok mnie nikt nie je kukurydzy, która w ilości kilkudziesięciu kubków przyprawia mnie o mdłości.
6. Czego najbardziej się boisz?
Ciężkiej choroby i utraty pracy.
7. Co sprawia Ci największą radość?
Potrafię cieszyć się piękną pogodą, kiełkującą roślinką, osiągnięciami dziecka, najmniejszym drobiazgiem otrzymanym od serca...
8. Jesteś śpiochem czy rannym ptaszkiem?
Już sama nie wiem, chodzę późno spać więc mam problem ze wstawaniem, ale jednak wstaję bo muszę :-)
9. Pies czy kot?
Wszystkie kudłate i dające się głaskać.
10. Kawa czy herbata?
Kawa, kawa, kawa no i jeszcze herbatka...
11. Rozważna czy romantyczna?
Rozważna z nutą romantyzmu...


Znowu wyszło dłuuugo.
A chciałam zacząć od słów "dzisiaj będzie mało tekstu, mało zdjęć" ;-)


Dziękuję za Waszą obecność i każdy komentarz :-)

niedziela, 2 listopada 2014

Szydełko Gertrudy - wspomnienie...

Witam Was pięknie w ten listopadowy ciepły dzień!

Do napisania dzisiejszego tekstu  zainspirowała mnie Danutka Kielar dzieląc się pięknym acz krótkim i na temat postem TU.
1 listopada ja też miałam swoje przemyślenia, ale postanowiłam się skupić tylko na tych dobrych i miłych.

Mam swoje ulubione zdjęcie, które zrobiłam jakieś trzy lata temu - nic wielkiego, ale ilekroć na nie patrzę myślę o czasach, które minęły i nigdy już nie wrócą... 


Nie pokażę dzisiaj żadnej nowej pracy, ale opowiem o kimś, kto stanowczo zbyt krótko był w moim życiu, a jednak wywarł na mnie wpływ. Po dziś dzień wspominam z uczuciem miłości...

Moja prababcia miała na imię Gertruda.
To była dość niezwykła kobieta, "tako prowdziwo Ślonzara" (dzisioj takich jest ino garstka). Wyglądem przypominała mi Martę Straszną z "Paciorków jednego różańca" Kazimierza Kutza.
Prababcia miała dom pod lasem, wielki sad z tak smacznymi gruszkami, że w sklepach takich nie znajdziecie: klapsy, złociste bergamotki; a jakie jabłka i śliwki! nie wspominając kolczastych krzewów jeżyn wyższych od płotu...
Wraz z moim bratem jako takie małe "bajtle" uwielbialiśmy myszkować na strychu, gdzie skarbów było co niemiara. Najbardziej fascynujące były przedmioty, które nie wiedzieliśmy do czego służyły (głównie z warsztatu szewskiego pradziadka), niezliczone ilości czasopism z lat 50. i 60. ubiegłego wieku :-). Kto jeszcze pamięta Panoramę, temu pewnie łezka w oku się kręci, ale znaleźć egzemplarze starsze od siebie, to dopiero! A ileż pocztówek z lat trzydziestych... książki, mapy...

Oprócz najlepszych na świecie placków i innych maszketow prababcia umiała robić na szydełku różne cudowności. Miała 81 lat i nadal dziergała, głównie na zamówienie na specjalne okazje (chrzciny, komunie...).
W tym roku minęło 30 lat od jej śmierci, po jej domu nie ma już śladu, po wielu przedmiotach ze strychu też nie... ale ja mam kilka codziennych chusteczek obrobionych szydełkiem. Codziennych, bo te są kolorowe, z użyciem cieniowanego kordonka, na specjalne okazje były białe. Tak, tak, kiedyś używało się chusteczek materiałowych, każda elegantka musiała mieć takową przy sobie. Dzisiaj to raczej rzadko spotykane, w naszych torebkach jest zwykle tylko opakowanie chusteczek higienicznych.

Przez te wszystkie lata chusteczki leżały sobie w szufladzie, trochę zapomniane, niepotrzebne, nieużywane...
Ponieważ po prababci odziedziczyłam parę talentów chciałam o niej opowiedzieć. W końcu podobno nic nie dzieje się bez przyczyny, nic nie powstaje z niczego...

Zauważcie jak pięknie są dobrane kolory nici do wzorów na chusteczkach. Ponieważ sama od najmłodszych lat lubiłam prace ręczne, szczególnie haft, wiem ile zachodu sprawiało kupienie właściwych nici, mimo że pasmanterii było chyba jednak więcej niż obecnie.


Mam jeszcze dwa inne skarby: to tamborki które ja mam już od trzydziestu lat, a u mojej babci były co najmniej drugie tyle. Używam ich do haftu krzyżykowego. Ale przy okazji zobaczyłam, że na tym cienkim jest metalowa tabliczka z napisem SIMANCO 96426. Oczywiście zaciekawiło mnie to i próbowałam przeszukać google - dowiedziałam się tylko, że Simanco robiła części do maszyn Singera. Każdy element był oznakowany numerem. Zdaje się, że tego typu rzeczy były produkowane do 1970 roku, ale nie mam tej pewności. Jeśli ktoś może mi pomóc w doszukaniu się bliższych informacji będę wdzięczna.




To dzisiaj na tyle... trzymajcie się cieplutko!
Dziękuję za każde odwiedziny i pozostawiony komentarz :-)



Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...