Obserwatorzy

czwartek, 9 października 2014

Naszyjnik z monetą

Liberty, czyli

"I need a dollar dollar, a dollar is what I need...
...And if I share with you my story
would you share your dollar with me" :-)


Witajcie Moje Drogie!

Cóż, nie jest to dolar, ani tym bardziej sto, ale za to cudowna półdolarówka z 1945 roku.
Miałam ją pokazać już jakiś czas temu, ale ni cholery nie mogłam jej zrobić dobrych zdjęć.
Naszyjnik z monetą nie jest niczym szczególnym, ale już na zawsze będzie kojarzył mi się z włamaniem do naszego domu. Jeśli ktoś chce poczytać jak może wyglądać ciąg zdarzeń, lub jak to mówią "czarna seria" to odsyłam do posta tutaj
Półdolarówka wpadła mi w ręce przypadkiem, znaleziona przy okazji przygotowania dokumentów dla policji. Leżała sobie zapomniana przez długie lata i jej odkrycie bardzo mnie ucieszyło, w trzy sekundy wiedziałam, że będzie moim amuletem, znaczy wisiorkiem ;-)

Moneta zaprojektowana została przez niemieckiego rzeźbiarza, który wyemigrował do Stanów i zamieszkał w Nowym Jorku. W wyniku konkursu Adolph Alexander Weinman stał się autorem "Walking Liberty".
Moja moneta pochodzi z mennicy w Denver i została wybita w nakładzie 9 966 800 egzemplarzy, czyli białym krukiem nie jest ;-)
W składzie jest 90% srebra i 10% miedzi.

" Na awersie Weinman umieścił idącą postać Liberty w stronę zachodzącego słońca niosącą gałązki oliwy i dębu symbolizujące chwałę. Wokół rantu monety ponad postacią kobiety napis LIBERTY ("Wolność"), pod postacią rok a z prawej strony napis IN GOD WE TRUST ("W Bogu nasza ufność"). Na rewersie projektant umieścił majestatycznego orła siedzącego na skale z nieco rozłożonymi skrzydłami ukazującymi siłę. Obok orła umieszczono młodą gałązkę sosny górskiej nad przepaścią. Ponad orłem wokół krawędzi monety napis UNITED STATES OF AMERICA, nad gałązką napis E PLURIBUS UNUM ("Z wielu uczynione jedno"). Oznaczenie nominału HALF DOLLAR przy dolnej krawędzi monety. "

W porównaniu do polskich monet, żeby obejrzeć awers i rewers należy półdolarówkę odwracać w pionie. Aby moneta sprawdzała się w roli dwustronnego wisiorka została włożona w obejmę, która pozwala na jej obracanie wewnątrz. Krawatka również jest identyczna z obu stron, więc wpasowała się idealnie.
Początkowo chciałam zawiesić monetę na łańcuszku, ale przecież minimum wysiłku należało wykrzesać z siebie i stanęło na naszyjniku twisted herringbone na dwa koraliki - uwielbiam te naszyjniki, są proste, efektowne i cudnie się skręcają!
Przypomniało mi się, że miałam pokazać tę pracę, gdyż niedawno (a minęło już parę miesięcy od włamania) otrzymaliśmy pismo informujące, że śledztwo ulega zawieszeniu, bo nie mogą ustalić miejsca pobytu szanownego złodzieja znanego skądinąd z imienia i nazwiska i miejsca zameldowania... Dodam, że przestępstwo "kradzież z włamaniem" jest ścigane z urzędu...
To moja robota:




A to robota wandala i złodzieja:

Tyle zostało z ubikacji. A może on te płytki zerwał i wyniósł sedes bo chciał nam remoncik zrobić?
Byłabym skłonna uwierzyć, gdyby nie inne dewastacje i podpalenia... Więcej zdjęć nie pokażę, bo niecenzuralne słowa na ścianach były...

I nie martwcie się, mam gdzie mieszkać...
W tej całej historii jest bardzo pozytywny aspekt - otóż mamy najukochańszego pod słońcem sąsiada Józefa, który wykazał się czujnością i ostrożnością. Taki człowiek to SKARB!!!
A tekst piosenki idealnie wpasował się w mój post, nieprawdaż?
Apel do wszystkich osób biorących udział w Cyklicznych Kolorkach u Danutki.
Proszę czytajcie regulamin!!! Jest prosty, a jeśli jednak coś jest niezrozumiałe to pytajcie! Danusia wkłada w to całe serce, poświęca sporo czasu w organizację zabawy, a tymczasem po raz kolejny musi upominać i przypominać zasady!

W imieniu Artystek-Kolorystek zapraszam wszystkich do przyłączenia się - BAWMY SIĘ WSPÓLNIE bo WARTO
W październiku króluje kolor BRĄZOWY
- wytyczne tutaj
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh8gX-CxmcD7VRUfKGzmqvtiRIdMlG9OwcBH04pGFYB6PevNyian_G3Wtr0x166fjihy1OB2dHcjCPZ7r6QM90J5HYyAJ7c3bB8968ZvPfdZIL2LMyEpYzU9doRGLLuVoI0JjHuoTwewrk/s1600/10714750_525849794213093_1201005798_n.jpg

Dziękuję za Waszą obecność i miłe słowa!
Buziaki :-)
PS. Witam nowe obserwatorki, cieszę się że macie ochotę podglądać moje wytworki :-)






środa, 1 października 2014

Bo ja lubię miętę!

Witajcie Moje Kochane :-)

Ostatni dzień września, a szczególnie ostatnie godziny były niesamowicie emocjonujące. Kto brał udział w Cyklicznych Kolorkach u Danutki wie o czym mówię - ciężko było zasnąć zwłaszcza, że chłodził się wirtualny szampan :-).
Udało nam się przekroczyć fantastyczną liczbę, w zabawie wzięło udział aż 72 wspaniałe dziewczyny, które przygotowały piękne i bardzo różnorodne prace.
Zachęcam wszystkie panie, które do tej pory nie wiedziały, bądź tylko się przyglądały, aby w październiku dołączyły się do naszej rodzinki - każdy jest mile widziany (panowie też!)

Przy okazji bardzo dziękuję za liczne odwiedziny na moim blogu i pozostawienie komentarza. Moja praca z Buddą była dla mnie wybitnie nietypowa łącznie z tematyką, ale cieszę się że ją zrobiłam, a Wam się spodobała. Haft matematyczny to bardzo ciekawa i wdzięczna technika, sądzę że warto spróbować.

A teraz mały powrót do źródeł, czyli prace biżuteryjne.

Dzisiaj w radiu usłyszałam, że na wiosnę 2015 będą obowiązywały całkiem sympatyczne trendy dla kobiet. 
Naturalność, mięta i długie włosy :-)
To jeszcze popracuję nad naturalnością, choć jestem już nadgryziona zębem czasu, ale z włosami i miętą jestem przygotowana :-)
Miętkę lubię w każdej postaci, w doniczce, w czekoladzie, jako herbatkę, mentosy... właściwie wszystko co ma w nazwie miętę przyciąga moją uwagę.
Ale jakoś w pamięci mam również głupią reklamę "zgaga? nie, ja lubię miętę". Bo ta reklama spowodowała, że miałam wrażenie, że ilekroć chciałam wciągnąć ziółka w płynie, to spotykałam się ze współczującym wzrokiem :-). I tłumacz się człowieku, że naprawdę lubisz miętę, a Zgaga to drugie imię sąsiadki...

Tego nie da się zjeść, wypić, ani nie pachnie, ale jest miętowe:

Sharonki z jadeitu - jedna z zawieszką z konikiem morskim, a druga z ceramicznymi walcami.


bransoletka makramowa z tymi samymi kulkami jadeitu z dodatkiem koralików Toho:

znowu konik morski, ale tym razem z cyrkoniami, bransoletka z rzemienia szytego z brokatem:


ponownie ten sam szyty rzemień z brokatem, tym razem potrójny z przekładkami - bardzo efektowny:

 i zdjęcie rodzinne:


I jeszcze coś z innej beczki.
Moje eksperymenty z farbami Pebeo ciągle trwają, czasem jestem bardzo zadowolona z efektu, a czasem niekoniecznie. A w tym wypadku mam spory dylemat. Ten naszyjnik bardzo dobrze wygląda na szyi - efektownie ale bez przesady, prawdę mówiąc można go założyć nawet bez okazji. Z drugiej strony mam ochotę go rozmontować i przemalować :-). Pokazuję, bo może podpowiecie co mam z tym zrobić :-)



A na koniec, jeden z kolaży zrobiony przez Danutkę z prac przygotowanych na wrzesień.
Resztę zobaczcie koniecznie na jej blogu - są aż cztery kolaże.
Może to zachęci osoby niezdecydowane.
Hallo, Edytko - zapraszam Ciebie, bo Ty jesteś Królową i Mistrzynią brązów, a brąz rządzi w październiku :-)




Jeszcze raz dziękuję za liczne odwiedziny.
Wasze komentarze niezwykle mnie cieszą!





sobota, 27 września 2014

Mały Budda, czyli oświecenie....

Witajcie Kochane :-)
Cieszę się ogromnie, że widzę kolejne nowe obserwatorki - witam Was serdecznie i zachęcam do pozostania na stałe :-)

Wrzesień się kończy, u Danusi trwa zabawa, a ja jak zwykle na ostatni moment.
Nie wiem co mi odbiło, kiedy wykonując parę czerwonych prac nie zgłosiłam ich do Cyklicznych Kolorków. Z jednej strony myślałam, że to jeszcze nie to, coś tam kręciłam nosem, że nie do końca udane, a z drugiej strony chciałam zrealizować pewien pomysł.
I bęc! Nie przewidziałam, że dopadnie mnie jakieś paskudne przeziębienie, że kręgosłup odmówi posłuszeństwa, że będę jak rozjechana przez dwa walce i jeden czołg...
Chciałam zrobić piękny naszyjnik, zamówione koraliki dotarły, nawlekłam je na nitki, zaczęłam wyplatać. A ponieważ jak zwykle działam wieczorem, to dopiero w świetle dziennym stwierdziłam, że ten czerwony jest bardziej różowy i Danusia wyśle mnie na drzewo, albo przypomni że różowy to był lipiec...
Wzięłam się za drugi naszyjnik, bardzo czerwony, ale szybko się zorientowałam, że koralików zabraknie mi w połowie... Bęc, po raz drugi...

W międzyczasie chodziłam po waszych blogach, podglądałam, a tam czerwono aż miło...
Któregoś dnia Milka zrobiła sympatycznego smoczusia ( wcale nie czerwonego!) i pokazała skąd pochodzi wzór. Z ciekawości zajrzałam w poszukiwaniu wzoru na róże i zatrzymałam się na pewnym obrazku. Nagle spłynęło na mnie oświecenie i już wiedziałam, że tym razem dostaniecie ode mnie coś zupełnie innego.
Wzór pochodzi z tej samej strony KLIK
Przy okazji dowiedziałam się, że holenderski jest całkiem zjadliwy: Ogen, neus en mond to oczy, nos i usta - jakie to proste, prawda? ;-)

Znalazłam kawałek czerwonej tekturki, złotą nitkę. Igłę obwiązałam kawałkiem papierowej chusteczki, okleiłam taśmą, a na końcu umieściłam nakrętkę i tak przystąpiłam do dziurkowania :-)
Haftując pewnie popełniłam parę błędów, ale uznałam że całość wygląda dobrze, a może wyglądać jeszcze lepiej.
W pokoju Pawełka znalazłam czerwoną zadrukowaną folię piankową (nabytą w Biedronce). Przykleiłam do niej wyhaftowany obrazek.
Wzory nadruku poprawiłam złotą konturową farbą. I oczywiście nie mogłam się powstrzymać od dodania w narożnikach moich ukochanych farb Pebeo Prisme Fantasy.
 Oto moje czerwone dziełko :-) 




a tu coś mnie podkusiło i nałożyłam filtr HDR i mam wrażenie, że to zdjęcie najlepiej oddaje rzeczywistość - czerwony wcale nie jest łatwy w fotografowaniu:



Prawie zapomniałam!
Czerwony to kolor, który zaraz po czarnym bardzo lubię. Odkąd pamiętam zawsze miałam czerwone buty. Proszę męża by mi przypominał w sklepie, że mam nie kupować szóstej pary :-)
Mam swoją ulubioną czerwoną torebkę (i drugą mniej), i cudowną piękną jak marzenie skórzaną kurtkę :-)
Oczywiście kocham czerwone róże, muszę mieć czerwony lakier do paznokci i czerwony portfel :-)


Danusia, coś Ty ze mną zrobiła! Piszę za dużo!

Na koniec jeszcze kolejne przykłady z nauki rysunku. Mam sporo podręczników, ale moim najbardziej ulubionym jest Nauka rysunku. Uczę się od polskich Mistrzów Ernesta Zawady.
Rysunki wykonane sangwiną. Pomyślałam, że te rude brązy to też jakaś odmiana czerwieni więc pasują :-)





 Serdecznie Wam dziękuję za odwiedziny i pozostawienie komentarza! Każde Wasze słowo jest na wagę złota :-)




niedziela, 21 września 2014

Na przekór jesieni...

Witajcie Moje Kochane!

Sobota powitała nas deszczem. Wszystkie moje plany runęły...
Niedzielny poranek był pochmurny, ale na szczęście już nieśmiało wychodzi słoneczko, więc szybko hyc na balkon i trochę fotek zrobiłam.
Lubię jesienne kolory, ale nie chcę by jesień już przychodziła.
Kasia ostatnio zaserwowała super palemkę, więc pomyślałam, że może to jest sposób  :-)
W takim razie ja zaklinam pogodę żonkilami.
Bukiet zrobiony z osikowych płatków, z małym dodatkiem suszonej trawy i świeżo ściętej (wyrosła w balkonowej skrzynce- wiedziałam że się przyda ;-))

Wybaczcie dzisiaj będzie krótko, męczy mnie przeziębienie, a to zdarza mi się rzadko...





A właściwie to mały dodatek jeszcze :-)
Oto kolczyki, które wrzucam do kategorii "Musiałam..."
Kolczyki Yafa (projekt Penny Dixon), które chciałam zrobić dokładnie rok temu. Wtedy to w magazynie Beadwork na okłądce zobaczyłam przecudne kolczyki w różnych kolorach. Niestety bardzo się rozczarowałam, ponieważ koraliki o wdzięcznej nazwie Rose Petals były wówczas nieosiągalne w Polsce. Pojawiły się kilka miesięcy temu w bogatej kolorystyce. Tu kolejne rozczarowanie. Są nierównomiernie pokrywane - ich kształt jest wklęsło-wypukły i niestety raczej nie trafimy tak, że ten sam kolor znajduje się z tej samej strony, w związku z tym wymieszałam dwa kolory i tak chociaż nie do końca jestem zadowolona z efektu, to jednak podobają mi się... tylko nie wiem do czego je zakładać :-)



Pozdrawiam Was serdecznie. Dziękuję za każde pozostawione słówko!
Dbajcie o siebie, bo pogoda zdradliwa i wirusy tylko czyhają by nas dopaść :-)

niedziela, 14 września 2014

Weekendowy trening

Witajcie Moje Kochane :-)
Cieszę się, że do listy obserwatorów dołączyły kolejne wspaniałe kobietki :-)

Obijam się na blogu, zupełnie niechcący. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego spadły na mnie dodatkowe zajęcia i obowiązki - czuję się tak jakbym to ja powędrowała z plecakiem do szkoły :-)
A skoro już o nauce mowa, to i ja postanowiłam poszerzyć horyzonty i poznać kolejne nowe techniki. Są rzeczy, za które się nie zabiorę na zasadzie "nie, bo nie", a są i takie że jak nie spróbuję to nie zaznam spokoju :-)
Ostatnio robiłam kilka podejść do papierowej wikliny. Na razie przegrywam i nie wiem dlaczego, bo chęci są, rurki też, a plecenie nie wychodzi...
Jakieś dziesięć lat temu próbowałam robić kwiatki z bibuły. Teraz, dzięki Agnieszce z bloga http://moje-drugie.blogspot.com/ przypomniałam sobie o tym :-). Kto jeszcze nie zna bloga Agi, to radzę w te pędy biec i napawać oczy tymi cudami! Jestem pod ogromnym wrażeniem pięknych kompozycji i umiejętności dobierania kolorów i dodatków.
U profesor Danuty  znalazłam całe mnóstwo inspirujących pomysłów i tutoriali, pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Danusiu, wierzę, że niebawem to i kursem na zimną porcelanę się podzielisz :-)

I tak moje Drogie, z racji wykasowanych zdjęć moich prac biżuteryjnych, postanowiłam zrobić coś innego, coś co jest wybitnie niedoskonałe, ale nad czym mam zamiar jeszcze popracować. Wykorzystałam to co było w domu, bez zbędnych inwestycji w kolejne materiały. Połączyłam wiedzę z dwóch kursów od Agnieszki i od Danutki:
http://danutka38.blogspot.com/2013/09/jak-zrobic-obrazek-ramke-z-papieru-i.html
http://moje-drugie.blogspot.com/2014/03/roze-paczki-gaazki-kurs.html





chyba kokardka wyszła najlepiej :-)

Pokażę Wam jeszcze pewien komplecik malowany. Bransoletka z wykorzystaniem splotu makramowego i naszyjnik zawieszony na kilku sznurkach poprzeplatanych koralikami. Otóż ten naszyjnik wymaga przerobienia, bo zamiast sznurków coś muszę wypleść - takie życzenie, cóż zrobić :-)






 Ten post jest bardzo czerwony, w sumie mogłabym go zgłosić do wrześniowej zabawy w Cykliczne Kolorki, ale nie... mam zamiar zrobić jeszcze coś czerwonego :-)



No dobrze, żeby nie było tak czerwono, to macie jeszcze Ryśka - rysunek wykonany na podstawie okładki z filmu "Skazany na bluesa"

Wiem, że tym razem parę słów krytyki by się należało (szczególnie od autorek tutoriali :-)),
ale i tak będzie mi miło jeśli zechcecie uraczyć mnie komentarzem.
Za każde słówko serdecznie dziękuję.
Buziaki na cały tydzień :-)

sobota, 30 sierpnia 2014

Nagrody za malowany czwartek

Witajcie Kochane moje Dziewczyny :-)

Wiecie co najbardziej lubię na swoim blogu? Wasze komentarze! Jakie to miłe uczucie, kiedy przychodzicie, oglądacie i zostawiacie miłe słówko!
Przy okazji muszę Was bardzo przeprosić, że na bieżąco Was nie odwiedzam - jesteście tak kreatywne, że zanim się zorientuję, to umieszczacie już kolejny post - nie nadążam zwyczajnie. Jak Wy to robicie, że dajecie radę miesięcznie nawet kilkanaście postów zamieszczać?! Ja wychodzę z domu przed ósmą, wracam o 17-ej, praca, dom, zakupy, dogonić własnego tyłka nie mogę :-). A dzieciątko też wymaga jeszcze uwagi - jak synek będzie miał lat naście, to matkę będzie odganiał, a teraz jestem mu potrzebna jak powietrze czy chleb ;-)

Po ogłoszeniu wyników "Malowanego czwartku" obiecałam, ze pokażę nagrody, jak już dotrą do Asi i Ewy.
Dziewczyny potwierdziły, wysłały mi potwierdzenie i ślicznie pochwaliły :-). O rany, nawet nie wiecie (a może wiecie) jaki to stres za każdym razem - bo czy się spodoba czy trafię w gust i takie tam :-)

Zacznę od wyróżnienia, czyli nagrody jaka pofrunęła do Silver Aguti. Ta dziewczyna to ma szczęście, co rusz to zgarnia jakieś fanty :-). Tym bardziej się obawiałam, że tak doświadczona koralikująca kobietka nie będzie zawiedziona! 
Asia ujęła mnie skojarzeniem z obrazami van Gogha. Chciałam jej wymalować Irysy na kaboszonie, ale mi nie wyszło... Szczerze mówiąc, szklane kaboszony są trudne - farba z nich spływa, kolor traci na swej intensywności. Dlatego też w ostatniej chwili Irysy przemalowałam i dostosowałam do pierścienia. Pomyślałam sobie, że fajnie będzie wyglądał taki komplet. A że Asia kiedyś wyraziła chęć obkoralikowania malowanego kaboszonu, to uznałam to za idealną okazję. Jestem strasznie ciekawa co też Asia wymyśli :-)
Zatem prezentacja pierścienia i kaboszonu, który wymaga odpowiedniej oprawy z koralików. I żeby nie było, że nagrodę Asia robi sama, to zrobiłam jeszcze naszyjnik - malowany medalion oraz sznur koralikowy wypleciony splotem herringbone stitch na dwa koraliki - trudno było zrobić zdjęcia, bo medalion pochłaniał światło, ale może Asia zrobi lepsze zdjęcia  - mnie zabrakło czasu i pogody :-)









A teraz nagroda główna, jaka poleciała do Ewy. Najpierw powstał malowany medalion. Nieskromnie powiem, że mnie się bardzo podobał. Trochę się zastanawiałam jaki zrobić naszyjnik, bo niekoniecznie lubię powielać pomysły - przypomniałam sobie o mojej "Zielonej Afryce", gdzie naszyjnik był delikatny, lekki i naprawdę robił świetne wrażenie. A zatem i tutaj wymyśliłam sobie różne sekwencje koralików, a zapięcie dodałam typu "toggle" - łatwe i bezproblemowe, sprawdzone wielokrotnie w innych projektach. Chciałam go nawet zgłosić na wyzwanie w Kreatywnym Kufrze, ale zabrakło mi już czasu :-)
Jako eskpozytor posłużył ametyst od mojego Pawełka.
Do naszyjnika dorobiłam pierścionek. 



Nie mogłam się powstrzymać i dołożyłam również hematytową bransoletkę - jak ja lubię te kamienie! Dodatkowo była jeszcze bransoletka z szytego rzemienia, ale zapodziałam zdjęcie, więc nie pokażę...


I jeszcze dwie bransoletki wyplecione na dysku kumihimo. W jednej zastosowałam aż  osiem kolorów, dlatego w drugiej pozostałam już tylko przy dwóch. Zapięcie zrobiłam z magnetycznej kulki i dołożyłam zawieszki w kształcie listków. Są jesienne i sądzę że ładnie ze sobą wyglądają. 
Jako ekspozytor posłużyła muszelka ze zbiorów synka :-)



Asiu, Ewo jeszcze raz gratuluję i dziękuję! 
Mam nadzieję, że w następnej zabawie weźmie udział więcej osób, do czego już teraz gorąco zachęcam :-)

Dziękuję za wszystkie komentarze,
dodajecie mi skrzydeł moje Kochane :-)


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Czarny łabędź i wściekły tukan

Bałam się, że nie zdążę...
Kiedy Danutka ogłosiła, że w sierpniu rządzi czarny aczkolwiek zmiksowany, to szybciutko wypisałam sobie co mogę zrobić. Ze świecznikiem dałam sobie spokój po dwóch podejściach, ciągle mi coś nie pasowało. W międzyczasie pojawiły się rysunki na innych blogach, więc pomyślałam, że przy moich "umiejętnościach" rysownika dam sobie spokój... ale co mi tam, na końcu i tak Wam coś pokażę :-)

Danutka ma dobre serce, zaakceptowała u innych potrójne "wybryki", to i ja zaprezentuję co też zrobiłam na "okoliczność" :-)
Na pierwszy rzut naszyjnik łabądkowy - inspiracją był naszyjnik Marii Rypan, który przyuważyłam w magazynie Beadwork. Dostosowałam go do swoich potrzeb, a raczej do banerka. Zatem mój jest cały czarny, muśnięty czerwienią w postaci kropelek. To bardzo łatwy do wykonania projekt i pięknie będzie wyglądał w każdym kolorze!

Całkiem przypadkiem zrobiłam tukana. Znacie czasopismo Mollie potrafi? Właśnie tam natrafiłam na projekt Marty Draganek z węzłem celtyckim o pięknej nazwie "Witness to your splendor" (świadectwo Twojej świetności). Najpierw wykonałam wersję czarno-srebrną z trzech satynowych sznurków, a potem siłą rozpędu z czterech sznurków zrobiłam tukana - żółty i pomarańczowy są wściekle neonowe, ale wspaniale wyglądają na szyi.

To jeszcze parę słów o czarnym.
UWIELBIAM!
Nie wiem jak bym funkcjonowała bez tego koloru :-). Przede wszystkim mam długie zakrywające tyłek włosy, czarne rzecz jasna! Niestety, dla niektórych, od zawsze uwielbiam ubierać się na czarno. Wiedźma w czystej postaci :-). Nawet jeśli obiecuję, że tym razem idę w kolor, to i tak najczęściej wychodzę ze sklepu z czymś czarnym. Żeby nie straszyć ludzi to dobieram weselsze dodatki, na przykład czerwoną torebkę lub buty i biżuterię, która ma przyciągać uwagę. 
Nie lubię czarnych dodatków w domu, pewnie dlatego ze świecznikiem mi nie szło... 
Czarny kojarzy mi się z elegancją, wieczornym wyjściem. Czerń jest też oczywiście mroczna, a ja lubię gotyckie klimaty. Czarna bielizna jest bardziej zmysłowa. A czarne samochody wyglądają bardziej luksusowo ;-)
Lubię film "Czarny łabędź" i boję się czarnej wdowy :-).
Pewnie długo mogłabym rozważać o czerni... ale dość, czas na prezentację!
















i jeszcze prawie zebra,
 czyli mój rysunek, który wykonałam na podstawie własnoręcznie zrobionego zdjęcia. Jakiś czas temu, mąż stwierdził, że powinnam rysować by lepiej zrozumieć fotografię... nakupiłam podręczników, ołówków i kartek :-)... to jeden z tych pierwszych rysunków. Skan obnaża wszelkie niedoskonałości, ale co tam, ćwiczę, uczę się i to najważniejsze!

Jeśli macie ochotę na rysunki w kolorze to odsyłam do posta Asucon






a to absolutnie pierwszy na podstawie podręcznika :-) :


Dziękuję Wam moje Drogie za tak liczne odwiedziny i pozostawiane komentarze.
Dzięki Wam wierzę, że to co robię jest całkiem znośne nie tylko dla mnie ;-)

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...